BIULETYN INFORMACYJNY Nr 24
Warszawa - marzec - 2007
Związek Kadetów II Rzeczypospolitej Polskiej
ŚLADAMI KADETA TADEUSZA BIELAKA
|
|
Serdecznie dziękuję za 23 nr
Biuletynu. Ze smutkiem przyjąłem wiadomość o śmierci pana Władysława
Kazanowskiego, z którym od kilku lat prowadziłem rozmowy telefoniczne.
Dziękuję za umieszczenie mojego listu pt. "Szkoła imienia Tadeusza
Bielaka (KK 1 3k/39)" wraz ze zdjęciem naszego Patrona. Może Ktoś z
Czytelników pomoże nam zdobyć informacje o Tym Człowieku. Pierwszą
jaskółką jest kontakt z panem Leszkiem Zahorskim - kolegą z plutonu.
Myślę, że uda nam się go odwiedzić i otworzyć na szerokie wspomnienia z
kadeckich czasów. Bardzo zainteresował mnie
artykuł pana Adama Popiela w nr 23 Biuletynu pt. "Byłem w budynku KK1 we
Lwowie", ponieważ mnie też udało się tam wejść i muszę powiedzieć, że
nie jest to takie trudne. Wakacyjny lipiec spędziłem na rajdzie
rowerowym do Lwowa zorganizowanym przez Gminę Kraśnik. Tutaj muszę
pogratulować organizatorom pomysłu. Około 70 uczestników, w tym 3
Ukraińców, miało możliwość podziwiania pięknego Polskiego Roztocza,
Wołynia i miasta Lwowa. W samym mieście przebywaliśmy 3 dni, więc było
sporo czasu, aby podziwiać jego osobliwości. Złożyliśmy kwiaty na
Cmentarzu Orląt, z przewodnikiem spenetrowaliśmy niemal całą zabytkową
część miasta. Udało nam się namówić poznaną w czasie rajdu koleżankę Ewę
oraz kolegów Mirka i Pawła na spacer, który śmiało mógłbym nazwać:
"Śladami kadeta Tadeusza Bielaka - patrona naszej szkoły". Najpierw trafiliśmy na podwórko kamienicy nr 30 przy ulicy Szoty Rustaweliego (kiedyś Jabłonowskich). To stąd Tadeusz wyjeżdżał z matką na tułaczkę do Kazachstanu. Zaglądałem do wielu mieszkań tej kamienicy. Chociaż wszyscy byli bardzo otwarci na rozmowę, to nikt z obecnych mieszkańców nie mógł udzielić jakiejkolwiek informacji na temat interesującej mnie rodziny. Prawdopodobnie wszyscy mieszkańcy tej oficerskiej przedwojennej kamienicy zostali wywiezieni na "nieludzką ziemię" albo zabrali swoją historię do grobów Katynia czy Charkowa. Cisną się na usta sowa z wiersza Krystyny Angielskiej, czy "ten czas bezpowrotnie przeminął?". Czy odgrzebiemy jeszcze jakieś słowa, gesty, fakty ludzi, którzy wówczas żyli, uczyli się, pracowali? nawet znieczulające lwowskie piwo, ulewna burza w Stryjskim Parku nie dała nam zbyt wielkiej nadziei, ale cóż, w Rękach Boskich wszystko jest możliwe! Na ulicy Gwardiejskiej (kiedyś Kadeckiej) zastukaliśmy do bramy dawnego KK 1, dziś Lwowskiego Wojskowego Instytutu i .... oficer dyżurny z wielką radością zaprosił nas do środka. Zostaliśmy oprowadzeni po wszystkich najważniejszych miejscach szkoły. Pozwolono nam je fotografować, co czyniliśmy z wielką radością. Pozwalam sobie wysłać kilka zdjęć. Największe jednak wrażenie zrobiło na mnie wejście do Korpusowej Kapicy. W czasach powojennych stanowiła magazyn. Dopiero od niedawna żołnierze mogą z niej znowu modlić się. Ksiądz Proboszcz Stefan Sys mówi po polsku, przyjął nas, jak cała Ukraina - bardzo serdecznie!
A. Taukin |